Innowacje

Powrót
Innowacje

Kowalski w oczekiwaniu na “Malucha XXI. wieku”

Według raportu PwC gdyby Polak znajdując się w sytuacji konieczności zakupu nowego samochodu, stojąc przed wyborem: pojazd elektryczny czy spalinowy tej samej klasy, marki i w tej samej cenie to 40% osób wybrałoby elektryczny, a 44% wybrałoby spalinowy. Jednocześnie 64% respondentów było gotowych zapłacić do 70 tys. zł za nowe auto elektryczne.

A jak to wygląda w praktyce? Według danych pochodzących z Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów (ACEA) w pierwszym kwartale 2018 roku w Unii Europejskiej zarejestrowano 69 898 pasażerskich samochodów elektrycznych wszystkich typów (EV), które obejmują: pojazdy w pełni elektryczne, pojazdy zasilane ogniwami paliwowymi, hybrydy typu plug-in, pojazdy elektryczne z range extenderem. To wzrost o 47 proc. rok do roku. Jednak tylko 340 tych pojazdów zarejestrowano w tym czasie w Polsce. Mimo wszystko oznacza to wzrost o blisko 114 proc. w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej. Czy ta sytuacja może się zmienić? Czy któryś z obecnie produkowanych samochodów osobowych o napędzie elektrycznym ma szansę stać się dla polaków "Maluchem XXI wieku", który radykalnie upowszechni ten rodzaj napędu?

Jak słusznie zauważyli eksperci z ACEA udział elektrycznych samochodów w całości rynku jest skorelowany z zamożnością danego kraju. Wśród krajów Unii Europejskiej (plus Norwegia i Szwajcaria) w 2017 r. największy udział w rynku samochodów napędzanych prądem z akumulatorów wszystkich typów posiadały: Norwegia - ok. 39,3%. Znaczący udział miały jeszcze Szwecja (5,2%), Szwajcaria i Holandia (po 2,7%), Finlandia i Belgia (po 2,6%). Już na pierwszy rzut oka widać, że chodzi o państwa znacznie bogatsze od naszego.

Czy zatem cena jest główną barierą? Sprawdźmy, ile może kosztować nowoczesny samochód elektryczny. W tym celu można sięgnąć po zaprezentowany przez jedno z pism motoryzacyjnych w Wielkiej Brytanii ranking 10 najlepszych samochodów elektrycznych, pokrywających wszystkie segmenty rynku. Oto wyniki, przy uwzględnieniu przewalutowania ceny po kursie NBP z 7.05.2018 1 GBP - 4,8236:

  1. Segment C "Japończyk" od 127.777 zł
  2. Segment C "Niemiec" od 157.876 zł
  3. Segment C "Koreańczyk" od 142.272 zł
  4. Segment E "Amerykanin" od 326.244 zł
  5. Segment B "Francuz" od 109.351 zł
  6. Segment A "Niemiec" 123.677 zł
  7. Segment B "Niemiec" od 164.340 zł
  8. Segment B crossover "Koreańczyk" od 147.096 zł
  9. Segment F SUV "Amerykanin" od 363.868 zł
  10. Segment A "Niemiec/Francuz" od 102.622 zł

Proszę wybaczyć, że nie posługuję się markami, to nie jest istotne w tym zestawieniu. Chodzi tylko o pokazanie kosztów zakupu w poszczególnych segmentach. Jak widać, deklarowana w badaniu kwota 70 tys. zł jest dalece niewystarczająca do kupna nawet najtańszego z wymienionych aut.

W 1973 roku "Maluch" zaczął motoryzować "Kowalskiego". Jak na lata 70-te był to bardzo dobry samochód z segmentu A (do dzisiaj pewien hollywoodzki aktor darzy go uznaniem) - problemem było to, że w warunkach PRL-u był on wykorzystywany jako samochód z segmentu D.  Cała czteroosobowa rodzina wybierała się nim na dwutygodniowe wakacje. Aby w 2018 roku "Kowalski" stał się elektromobilny, musimy poczekać na pojawienie się modeli dostosowanych do jego możliwości finansowych, zwłaszcza, że mówimy nie o pierwszym samochodzie w rodzinie, ale raczej o drugim aucie miejskim.

Oprócz ceny istnieją również bariery o charakterze infrastrukturalnym. Zgodnie z ustawą  o elektromobilności do 31.12.2020 r. minimalna liczba punktów ładowania zainstalowanych w gminach będzie się wahała od 100 do 1000 w zależności od liczby mieszkańców, liczby samochodów oraz liczby samochodów przypadających na 1000 mieszkańców w danej gminie. To krok w dobrą stronę. Budowa odpowiedniej infrastruktury jest niezbędna, aby realnie zwiększyć liczbę pojazdów zeroemisyjnych dostępnych dla obywateli. Oczywiście pełne zelektryfikowanie polskiej floty samochodowej jest procesem, który będzie trwał długie lata. Pod koniec XIX w. automobil był fanaberią dla bogatych. We wrześniu 1939 r. "zmotoryzowany" Wehrmacht użył przynajmniej 200 tys. koni do inwazji na Polskę, głównie jako siły pociągowej. Technologia stara i nowa będą funkcjonować równolegle przez jakiś czas... no chyba, że dojdzie do nagłej rewolucji energetycznej. Na przykład Unia Europejska, Japonia, Rosja, Stany Zjednoczone, Chiny, Korea Południowa i Indie prowadzą prace nad projektem "Międzynarodowego Eksperymentalnego Reaktora Termonuklearnego - ITER" z tokamakiem, czyli urządzeniem do przeprowadzania kontrolowanej reakcji termojądrowej. Póki co są to eksperymenty, ale w przypadku powodzenia tego projektu najdalej za kilkadziesiąt lat paliwa kopalne jako źródło energii nie byłyby potrzebne. Kraje, które już teraz stworzą i rozwiną program elektromobilności będą przygotowane na elektryczną rewolucję.

Oczywiście oprócz osób fizycznych mamy jeszcze firmy, realizujące zakupy flotowe - w tym car sharing, wypożyczalnie samochodów, floty taxi. Według raportu PZPM w 2016 r. aż 67,7% nowych samochodów osobowych zostało zakupionych przez klientów instytucjonalnych, a tylko 32,3% aut zakupili klienci indywidualni.  To nie przypadek, ponieważ firmy mają zdecydowanie korzystniejsze możliwości rozliczania leasingu, niż zwykła osoba fizyczna. Już teraz coraz więcej flot należących do jednostek podległych samorządom wprowadza elektryczne samochody osobowe np. Tramwaje Warszawskie.

Wygląda więc na to, ze na początek "Kowalski" będzie musiał wypożyczyć "Malucha XXI w." od osoby prawnej.

Komentarze

Zainteresują Cię również: